Fatalne kroki odchodzącej elity.

Jeżeli przyjąć Platformę Obywatelską i jej klientelę za elitę polityczną to wyjątkowo klarownie rysuje się jej wzrost i upadek

. Wzrostem niech zajmują się macherzy od doktryn polityczno- prawnych i historycy, ja prześledzę najprostszymi, chałupniczymi metodami jej kres.

Pasmo błędów odchodzącej elity,  długie, wyjątkowo czytelnie etapowane, zainaugurowało odejście Donalda Tuska. Oczywiście można szukać i słusznie, wcześniejszych sygnałów, kryzysu. Dla mnie dowodem w rozumieniu materiału procesowego, był tryb i styl wskazania następcy. Używając terminu wskazanie, już opisałem zjawisko przekazywania sterów w PO.

. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Platforma posiadała w owym czasie niemałą gromadkę gotowych następców Tuska, pomijając Schetynę i Ewę Kopacz. Ta dwójka akurat nie powinna być brana pod uwagę.

Stało się i tuzy platformiane nie wszedłszy do rozgrywki łogawiały zasiewając rodzący się pesymizm.

Mocą egoistycznych kalkulacji, dotychczasowego lidera zburzono podstawowy atut przewodniej PO, racjonalizm w myśleniu i działaniu. Do tego błyskawicznie dołączyły: animozje osobowe, przekora i taktyka biernego przyglądania się znamionom kompromitacji.

Ten stan rzeczy uruchomił o wiele poważniejsze błędy! Sformułowana doktryna europejskości PO, oznaczała schlebianie liberalnym, źle w Polsce odbieranym koncepcjom społecznym,  konfrontującym tzw wartości chrześcijańskie, szydzącym z tradycyjnych wartości.

Z tym wiąże się kompletny krach w opisywaniu skutków wojny migracyjnej. Tutaj PO swą niezdarnością, arogancją i zachodnią manierą tolerancji, równej rezygnacji z polskich uwarunkowań, mitów i faktycznych zagrożeń, przeważyła szalę, jednoznacznie żądając ślepego posłuszeństwa unijnym, czytaj niemieckim dyrektywom.

Jak by tego było mało, nadal platforma, podkreślała śmieszność ewentualnej zmiany ekipy rządzącej, rysując przekonywujące dowody braku akceptacji dla innej niż dotychczasowa, platformiana władza. Akceptacji u zachodnich politycznych liderów wyłonionej w demokratycznych wyborach formacji politycznej.

Zabierając Polakom moc stanowienia o własnych sprawach, podpisano wyrok polityczny, ze skutkiem natychmiastowym. Apele, oświadczenia autorytetów, optujące za statusquo przyniosły odwrotny skutek, pogrążały formację Kopacz i Schetyny

.Wynik wyborów, jednoznaczny w swojej wymowie, pomnożył frustrację przegranych i otworzył nowe znamiona i oblicza kryzysu. Niepogodzeni wewnętrznie rządzący, brnęli w jałowe spory i odsłaniali pola własnej mizerii.

Wymowny szturm na pozycję lidera opozycji parlamentarnej, wygrany przez Nowoczesną, wzmocnioną deklaracjami środowisk gospodarczych sprawił prestiżowe tąpniecie PO. Partia którą określano mianem, sezonowego bytu, uzyskuje nadreprezentację, wywołaną słabością PO.

Gdy sądzono, że jest to przysłowiowe dno, zagrano kartą opinii publicznej, krajowej i co gorsza opinii międzynarodowej, wielokrotnie używaną kartą z niezmiennie fatalnym skutkiem. Połapał się w tym PSL, ustami swojego Prezesa odżegnując się od hecy w parlamencie europejskim.

Dowód na niemożność bytu PO poza rządem, staje się jaskrawy. Nerwowe, imające się historycznie negatywnych wzorców, przykłady obstrukcji nie tylko w parlamencie, to  znamiona udziału formacji w osiąganiu kresu drogi.

Pierwsza składna akcja politycznych przegranych!

Informowanie o historycznym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, nieco mnie znużyło, więc bacznie przyglądam się reakcji pokonanych.

Spodziewając się jakowejś refleksji,  śledzę ich medialne i organizacyjne ruchy.

Biadolenie, wyrywanie sobie „zasług” w dziele miażdżącego nokautu  otrzymanego już w pierwszej rundzie, trwało kilka tygodni.Obecnie przegrane formacje polityczne, inspirowane pomrukami dochodzącymi ze zwycięskiego obozu, podjęły dość zgrabnie zsynchronizowaną akcję niepokojenia opinii publicznej, rutynowymi przykładami przejmowania władzy. Powiadam zgrabnie, a być może odpowiedniejszy byłby przymiotnik, donośnie, z przytupem.

Wtłaczają w uszy obywateli, brzmiące niczym larum, tezy o zamachu stanu i kompromitacji zgoła światowej. Czynią to z godną szacunku konsekwencją i determinacją, bliską wojennej psychozie.

Komitet Obrony Demokracji pierwszy składny ruch odesłanych do narożnika elit, to prosta technika siania zamętu pod pretekstem walki o pryncypia. Wyobrażam sobię skalę jęków i zawodzenia beneficjentów odbieranej władzy, gdy dojdzie do reformowania polityki medialnej. Próbki retoryki dają nam skądinąd znakomici artyści, okopani w zmurszałej wołającej o naprawę, strukturze, instytucji kultury.

Naprawianie kultury lekceważonej i  zaniedbywanej dziesiątkami lat, zapewni mam nadzieję właściwy strumień środków finansowych i zrekonstruowanie dogorywającego system jej upowszechniania. Smutne jest to, że kultura ze wszech miar zasługująca na państwową uwagę w szarpaninie obliczonej na dyskredytowanie rządu, jawi się jako  wrogi bastion . Licytowanie kto w istocie ma moc reprezentowania kultury powiększa chaos eksponujący ekstremalne opinie w łonie kultury.

Jako animatora kultury z ponad trzydziestoletnim stażem, oburza mnie arogancja politycznie zabezpieczonych harcowników, w istocie krzywdzących rzeszę wspaniałych i odpowiedzialnych ludzi kultury.Kultura przywoływana przez przegranych, wcześniej ignorujących ją, jak mówi młodzież, totalnie, nie może się identyfikować z politycznym awanturnictwem.

Gdy rządy obejmowała pani Ewa Kopacz prosiła zwyczajowo o sto dni spokoju społecznego a przecież jej rządy były kontynuacją rządów poprzednika, czytaj także PO.

Gdy PIS przejmuje rządy, nawałnica po dwóch tygodniach przypomina schyłek rządzenia. Zatem wrzawa polityczna, tak wewnątrz kraju jak i poza granicami przekroczyła znacznie standardy przyzwoitości i kultury politycznej. Pomijam oczywiste stwierdzenie co można zrobić z zaplanowanych reform w kilka tygodni.

Mnie, człowieka dobrze życzącego własnej ojczyźnie, nie przynależącego do żadnej partii, trapi łatwość z jaką politycy dezawuują naczelne zasady umacniania niezależności Polski. Równie mocno piętnuję  wygłaszanie opinii na temat sytuacji w naszym kraju,  przez zagraniczne ośrodki władzy

. Do żywego przypomina mi to dramatyczne okoliczności towarzyszące zagrożeniu polskiej państwowości. Uczono mnie, że imponderabilia czyli zasadnicze dla niepodległości państwa  wartości, nie podlegają  politycznym targom.

Odwetowa akcja przegranych, czyli po nas choćby potop!

Nauczony dostrzegać logikę procesów społecznych, bacznie przypatrywałem się tzw wielkim przegranym w ledwie zakończonych wyborach parlamentarnych. Zastanawiałem się po ludzku, co zrobią po niezwykle dotkliwej klęsce? Jak dalece wystarczy im sił na rodzaj poważnej analizy przyczyn ich programowej i organizacyjnej katastrofy?

Po raz kolejny okazało się, że nie skorzy są do sypania głowy popiołem. Tylko nieliczni markowali merytoryczne oceny powodów klęski. Większość członków prominentnych gremiów partyjnych, butnie zapowiadających zwycięstwo ich koncepcji okopała się na pozycjach skrzywdzonych przez społeczeństwo polskie, wróżąc rychłą tragedię Polski.

Gorzej bo w fundamentalnym zacietrzewieniu pozostając, nie przyjmując do wiadomości oczywistego wyniku wolnych wyborów, zanoszą skargi do świata i wszędzie byle zdezawuować wygranych.

Cóż tak bywało i wcześniej i choć to zła strona polityków i otoczki można by przejść nad tym do porządku gdyby…

Gdyby nie skala frustracji i determinacji przypominającej do żywego historyczne momenty upodlenia i zaprzaństwa zakończonego tragedią narodowego bytu.

Można by to pomieścić w normalnej reakcji tracącej grunt politycznej grupy, gdyby nie pozbawiona sensu idea bojkotowania własnego państwa, ośmieszania, opluwania i szczucia nań rożnej maści ekstremistów,  przy akompaniamencie wydziedziczonych nieudaczników medialnych, wietrzących kres nonszalanckich koncepcji i kosmopolitycznych związków.

Polacy nad podziw rozumnie odnieśli się do mętnych dzierżycieli władzy i ich odwołań do fingowanych tzw europejskich standardów.

Rozsądek i jawne przywiązanie do konkretnych wartości przeraża mętniaków, wstydzących się polskości na europejskich salonach.

No cóż nie mamy jak widać, woli wyrzekania się swej tożsamości a wybory były tego dobitnym potwierdzeniem.

Płacz a miejscami skowyt zażywających dotąd olbrzymich przywilejów elit wiszących u klamki pańskiej można zrozumieć, ale broń Boże zaakceptować.

Będą więc tworzyli koturnowe organizacje, komitety obrony, uciekali się do elektronicznych sztuczek byle zasiać niepewność, precz przepędzić nadzieję a sobie poprawić samopoczucie.

Jak powiadam historia zna podobne przykłady, zwykle kończące się fiaskiem. Po nas choćby potop to zawołanie przegranych obrazuje jedynie mnogość zawistnych myśli i małość pragnień!

Po wyborach czyli co teraz panowie!

Zafascynowany przebiegiem kampanii, rzadziej siadałem przy klawiaturze. Dzisiaj zdumiony dobrym samopoczuciem establishmentu niemrawo przypominam porażkę wieszczących tuzów i kompletny brak klasy, gromko łajających społeczność  dziennikarzy.

Zacznę tedy jak pan Bóg przykazał od początku. Dziennikarstwo polskie, obdarowane mnogimi, w wielu przypadkach dyskwalifikującymi je przypadłościami, nie posiada, nie kompletuje, nie trzyma, jak powiadają, budowlańcy, podstawowych, zawodowych  standardów.

Znajomość języka, ortografii, styl to uchybienia równie często spotykane w zeszytach gimnazjalistów. Pomijając nieprawdopodobne zaniedbania szkolne (bo przecież do szkół chodzili) mam na uwadze lichy kontakt z rzeczywistością, absolutny brak wyczucia tendencji nurtujących Polaków , rozbrat z kulturą  i  maniera stronniczego relacjonowania faktów. Dodając do tego nieskrywaną dyspozycyjność, arogancję i przemożną gotowość zaistnienia, osiągamy antytezę dziennikarskiej misji.

A długi sezon wyborczy znakomicie uwypuklił kondycję dziennikarstwa. Wstydziłem się za telewizyjnych, opływających w apanaże, prowadzących audycje i debaty.

Irytację każdorazowo wywoływało pojawianie się pani która tokowała, wkładając serce i wątrobę z wyłączeniem rozumu, w swoje mistrzowskie pas.

Przebijali się z ogromnym trudem kandydaci dziesiątkowani słowotokiem, wyszczuplonych na tę okazję, redaktorek. Ważne treści, przesłania, zaklęcia krojone dziennikarską papką  nie  przebijały się do nas, telewidzów, słuchaczy i czytelników. I nie zawsze był to efekt lansowania własnych poglądów, znacznie częściej wynik głupoty, wybujałego ego etc.

Warto w tym miejscu powiedzieć o tych dobrze zarabiających ludziach pióra, którzy zaangażowali się ponad przyzwoitą miarę, w popychanie rydwanów, grzęznących w politycznych wertepach.

Ileż tu pychy, odwołań do najświętszych przypadków, ileż dobrze pudrowanych, ilustracji niezłomności, ileż nie tajonej zawiści i determinacji w opacznym interpretowaniu społecznych zachowań. I to co już nie jest głupotą a straceńczym opluwaniem kraju, szyderstwem, by nie rzec prowokowaniem złowróżbnych reakcji państw.

Jeżeli za dobrą monetę uznać słowa lidera zwycięskiej formacji o wartościach, patriotyzmie i zahamowaniu patologii, to panie Prezesie na nic to się zda wobec oporu żałosnego środowiska mieniącego się solą tej ziemi.

Pytam tedy czy warto było walczyć, mobilizować Polaków, by usłyszeć ponadczasową radę zuchów medialnych „musimy to przeczekać”

Polityka i kultura czyli czego się spodziewać po wyborach!

Spotkałem znajomego, wojewodę z pierwszego rozdania po upadku komuny. Mogę o nim z dużą dozą pewności powiedzieć, iż jest człowiekiem przyzwoitym. Kłóciłem się z nim niejednokrotnie wytykając mu opieszałość, zbytnią ostrożność i nade wszystko niedostateczny dynamizm we wspieraniu kultury. Dzisiaj czyniąc podstawą aktywność w przestrzeni kultury ludzi za nią odpowiedzialnych, powinienem powiedzieć Panie Janku stała się rzecz straszna, muszę pana przeprosić, bo na tle obecnych dobrodziejów kultury jawi się pan mistrzem!

Facet zażenowany i zaskoczony powiada, pewnie szybko zmieni pan zdanie gdy powiem, że kandyduję do Sejmu! Tak jakoś się złożyło, trochę mnie podeszli, trochę namówili i przyjąłem, wstyd powiedzieć, stało się!

Cóż mogłem rzec, że i tak będzie wyróżniał się solidnością, znajomością rzeczy i nade wszystko odpowiedzialnością. Że spokojnym być mogę o jego psychiczną równowagę i właściwe pojmowanie misji parlamentarzysty.

Odpowiedziałem więc, jeżeli w tym parlamencie pan zagości to niechże pamięta pan o ludziach, którzy zostali w blokach startowych, których nie porwała finansowa, prestiżowa koturnowa kariera i którzy w swoim starym miejscu muszą dokończyć żywota, niewiele mając przesłanek, by czynić owo życie godnym . Mówię to panu nie dlatego by patetycznymi sloganami mieszać w głowie,daj Bóg ,posłowi, a po to by rozerwał pan zaklęty krąg Innej Polski widzianej z pułapu sejmowego, rządowego dygnitarskiego.

Bo nie jest sztucznym, wydumanym, zjawisko absolutnego zerwania relacji emisariusza, przedstawiciela ze swoim ludem, gminą, tak czy inaczej ukształtowanym elektoratem.Przemawianie do tegoż elektoratu w pięć minut po wyborze przypomina do żywego młodzieżowy odruch,gest zamknięty w sugestywnym powiedzeniu teraz to możesz mi naskoczyć !

Życzę sobie i wszystkim, byśmy mając na względzie opisane uwagi nie sierdzili się bezskutecznie śledząc pańskie miny naszych,przecież,przedstawicieli.

Zatem teraz gdy tak usilnie i nierzadko z pokorą ubiegają się o nasze względy,miejmy na uwadze ich kompetencje, ale w równym stopniu ich dotychczasowe wywiązywanie się z łatwo a bywało hurtem składanych obietnic.

Dorzucę na koniec by smaczek kultury nie został zatarty, weźcie to pod uwagę jak szybko postępuje kulturowa degradacja Polski,znaczona statystyką, patologią i żałosnymi bo bezskutecznymi krzykami nad jej obumierającymi członkami.

Zmasowany atak zakompleksionych, czyli łabędzi śpiew przegranych.

Rozważałem różne, proporcjonalne do histerii beneficjentów władzy określenia, by znalazły się w nich zarówno charakterystyka ich małości, zawiść i determinacja w szkodzeniu konstytucyjnemu organowi państwa. Miałem z tym niemały kłopot wszak chodzi o  rzetelne, merytoryczne przedstawienie faktów a nie, oparte na jazgocie, podłości i wyrafinowaniu rewanżowanie się obelżywościami wyjętymi z ich katalogów.

Czy ten zamysł mi się powiódł i czy słusznym jest nawoływanie do opamiętania , gdy przeciwnik sięga po broń rażącą stokrotnie, nie wiem. Ludowe powiedzenie psy szczekają karawana jedzie dalej, wystarczy mi za usprawiedliwienie, co najwyżej dodam słowa Tadeusza Kotarbińskiego nawiązujące do owego szczekania, psy chętnie do ludzkości zaliczę, hyclów, nigdy!

Ujawnia się oto, w całej okazałości rząd mędrców, pośpiesznie wyzwolonych czeladników politycznego rzemiosła, smutnych łowców karier, niegdysiejszych polityków, popleczników każdej władzy i imponująca grupa zajmujących intratne stanowiska, uczepiona kurczowo kół platformianych rydwanów.

W równym szyku podąża starszyzna dziennikarska z chorążym Tomaszem Lisem, cudownym dzieckiem słusznie zapomnianego systemu. Dodając sobie wzajem animuszu, rozlewają potoki pomówień, intryg i od dawna niespotykanej woli reformowania, przez osiem lat przecież dzierżonego, państwa.

Krotki czas dzielący od zasadniczych rozstrzygnięć, wykorzystują do odwrócenia słabnących akcji i dekoniunktury obywatelskiej. Jak lwy walczą rozdając ciosy na prawo i lewo, nie ma chwil i okazji niestosownych  Wali się ich świat, więc co  może zatrzymać ich zwielokrotnioną energię.

Trzeba dołożyć Prezydentowi, ogłaszają konkurs na szkalowanie, trzeba go ośmieszyć, skompromitować, wszystkie chwyty dozwolone. Mają doświadczenie w wyszukiwaniu jadu i upokarzaniu. Stracili jednak w tym dziele grunt i miarę.

Krytyka musi być totalna. Zatem bliższa i dalsza zagranica dowie się o błędach Prezydenta, wyciągniętych z rękawa. Wmówią nam jak cierpi świat zachodni, jak mało reprezentatywny był to wybór i jak konieczna jest natychmiastowa reakcja w postaci zastopowania PIS u.

Ile pychy w ustach etatowych obrońców demokracji, ile kategorycznych osądów, ile wściekłości w redaktorskich, ogłaszanych kilka razy dziennie ex catedra, oświadczeniach. To nie nasza Polska powiadają, nie nasz Prezydent i nie nasze ciągnące Polskę w przepaść spodziewane wyniki kampanii wyborczej.

Wynaturzeniem, a na pewno złą wolą jest przypisywanie diabolicznej funkcji ogłoszonym referendom. Fakt,  kto je zainicjował, jak komentowano propozycje ich rozszerzenia (dopisać się do wycieczki) pochłonęła zbiorowa amnezja. Dzisiaj należy tak ustawić i wykorzystać ten podstawowy mechanizm demokracji, by poprawiło to wizerunek rządu. Każde inne rozstrzygnięcie będzie nadużyciem krzyczą kompletnie nieznający instytucji prawa, dziennikarze na czele ze wspomnianym Tomaszem Lisem.

Historycy zajmujący się dziejami naszego państwa, wskazują na liczne paralele z okresem poprzedzającym zabójstwo Gabriela Narutowicza. Odrzucam te skojarzenia jako przesadzone, jest wszakże pewne podobieństwo, którego tu rozwijać nie zamierzam.

Wierzę w Polskę, wierzę i dobrze życzę wszystkim kandydatom do parlamentu, wolno mi mieć jednak przekonanie, że będą to ludzie, którzy nie zmarnotrawią lat na próżnych sporach, dobieraniu zegarków czy krawatów a zajmą się, bo jest taka potrzeba reformowaniem kraju, czyniąc zeń państwo kłopoczące się o byt Polaków.

Śmiejmy się z głupoty skądkolwiek, by ona pochodziła, nagradzajmy chwalebne czyny!

Polska scena polityczna zawiera wiele irytujących elementów, można, by  rzec jak każda. My jednakże tego nie mówimy, mając na poczekaniu określenia dezawuujące przeciwników, całe ich dotychczasowe życie i dorobek.

Uwielbiamy piętnować, biczować, wyszydzać i zohydzać polskie byty polityczne. Z niespotykaną lubością gnoimy zastępy inaczej mówiących i myślących. Jakoś nie garniemy się do merytorycznych dobrze przygotowanych polemik a już osobliwie teraz gdy można każdą tezę, rację, argument zatopić wyrzucanym z szybkością karabinu maszynowego komentarzem elektronicznym.

Mądrzy ludzie a w Polsce ich nie brak, powiadają, że zanim nauczyliśmy się korzystania z internetu już odkryliśmy dobrodziejstwo bełkotu, niegramatycznych obelg i zjadliwych ucinających wszelką dyskusję chamskich odniesień! I tu uwaga którą powinienem uczynić na początku artykułu. Adresatem tych ambarasujących, przykrych słów nie jest jedna tylko partia polityczna. Drobiazgowe prowadzone z dnia na dzień obserwacje przestrzeni internetowej wskazują na zbliżone parametry jadu u niemal wszystkich partii.

Absolutnie nie są wolne od opisywanego zjawiska media, można nawet rzec, że to one przodują ustanawiając niechlubne standardy.

Śmieszy mnie, zdumiewa i złości nieporadność tzw zawodowych komentatorów w całości oddających na użytek określonej opcji (najczęściej rządowej) swoją dziennikarską niezłomność. Celuje w tym pan Lis prowadzący krucjatę ze wszystkimi znamionami wojny totalnej.Zapomniał już dawno o wadze argumentów logicznych i rzeczowych, mnożąc erystyczne figury na potrzeby zgiełku, szumu medialnego, który w dużym stopniu sam wywołuje

. Nieporadność biorąca się głownie z fundamentalistycznej tezy, że PIS to kwintesencja zła, zalewa łamy Newsweeka i bliskich mu w natężeniu filialnych bytów spreparowanych na potrzeby kampanii.  Ramy dobrego tonu kiedyś mu znane zagubił tropiąc w poczynaniach Prezydenta spisek przeciwko obywatelom,vide referendum a właściwie referenda.

Smutne, bo przypominające do żywego szlacheckie liberum veto, są jego opnie. Burzą szacunek do uświęconych mechanizmów demokratycznych, rozlewają niepewność i okaleczają nadzieję.

Co gorsza pan redaktor uwierzył we własną idee fiks przypisując sobie rolę ostatniego sprawiedliwego. Z konsekwencją godną lepszej sprawy mieni się reprezentantem narodu, depozytariuszem wartości o które trudno byłoby go podejrzewać w latach wcześniejszych. Kończę ten wątek w istocie jedynie symboliczny, by kilka słów powiedzieć o potrzebie ważenia argumentów.

Oto mamy więcej niż zwyczaj bo niemal odruchowy nawyk traktowania  ojczyzny jako materii dokładnie wymierzonej pod nasze oczekiwania, żądania i gniewne pomruki. Konsekwencją takiego rozumowania jest schlebianie gustom i paniczny lęk przed poważnymi decyzjami. O tym zjawisku przy innej okazji.

Zakończę słowami Cypriana Kamila Norwida. Nie należy kłaniać się okolicznościom a prawdom kazać, by za drzwiami stały.

Europa, koniec błogiego spokoju czyli powrót na ojczyzny łono.

Ten wpis powinien być krótki, jak komenda wojskowa pobrzmiewająca w coraz większej liczbie stolic starego kontynentu. Naturą ludzką jest umiejętność przyzwyczajania, oswajania czy znużenia systematyczną nowością.

I tak oswoiliśmy się z konfliktem na Ukrainie i przylegającą doń retoryką militarną Rosji. Nieobliczalnością tzw Państwa Islamskiego i wywołanego przez nie exodusu ludności szturmującej państwa Unii. Kryzysu politycznego państw afrykańskich i rosnącej potęgi gospodarczej Chin i pozostałych tygrysów azjatyckich.

 W łonie Europy tkwimy mocno, nie ekscytują nas atrakcje bogatego Zachodu, ani amerykańskie przedwyborcze zmagania.

Dlatego więcej miejsca poświęcamy, może za wiele, odbywającej się na naszych oczach rodzimej akcji politycznej czyli popularnemu serialowi pod umownym tytułem „kto kogo?

A serial jak każda kinowa produkcja zdaje się zbliżać ku końcowi, stąd częste pytania widzów, jakie będą rozstrzygnięcia w finale i którzy aktorzy zastąpią, kilka lat  grających, wyraźnie zmęczonych,  bohaterów.  Mniej istotne dla widzów stają się wcześniejsze popisowe role, góruje bowiem prosta ludzka a i polska ciekawość,  kto, kogo?

Układane są poważne i humorystyczne scenariusze spodziewanych zmian. Politycy zwykle pozbawieni dystansu naprężają muskuły ćwicząc wolę i desperację, które to cechy niewątpliwie przydadzą się im w mających nastąpić okolicznościach końca świata,  wyraźnie rysującego się na Wiejskiej i w rejonie Kancelarii Rządu.

Złośliwi wieszczą znacznie szerszy zakres zmian,  wspominając o mediach i lokalnych agendach rządowych kryjących pod gościnnym dachem całe rzesze funkcjonariuszy  sukcesu i spektakularnych osiągnięć!

A ludzie, obywatele, ze stoickim spokojem przyglądają się ostatnim kwestiom, chwaląc urodę, pamięć i tu i ówdzie objawiany talent aktorski.

Wakacje, upalne i suche nie schładzają temperamentów dlatego przydałaby się woda! Niestety zwykle w takich razach lejąca się potężną strugą, dzisiaj konieczna jest na polach, ogrodach i w domach. I dobrze dzięki temu, mogę się wykąpać.

Argumenty, oświadczenia, programy i sondażowe wyniki leżą na stole.

To prawda, kampania wyborcza wielkimi krokami zbliża się do finału a skoro tak, gorączkowe wykładanie na stół akcesoriów punktowanych politycznie trwa.

Nerwowość, równa nadziei, powstrzymuje przed ryzykownymi zagrywkami uczestników maratonu. Bo niewątpliwie, jest to najdłuższa i powiedzmy to gwoli szczerości, najbardziej, mimo wszystko, merytoryczna walka dwóch potęg.

Pozostali uczestnicy biegu, no może z wyjątkiem ekipy Pana Kukiza, pozostają daleko w tyle, nie mogąc pozbyć się zadyszki, która towarzyszy im od chwili startu.

Nawoływania, mające zmotywować drużyny, słyszane z trybun( media), być może dodadzą widowiskowości, urywając tzw małe punkty.

Historia, w istocie okazuje się nauczycielką życia, w przeciwieństwie do politycznych spekulantów, głownie skupionych w mediach, nie mogących pojąć obrotu wydarzeń a uciekających się do lżenia grup społecznych, zaczadzonych niezrozumiałą dla nich retoryką.

Media, o których tak często piszę, kolejny raz dające dowody braku przenikliwości i obiektywizmu w ocenie, winny wziąć do siebie,  konieczność odrzucenia dotychczasowych metod i technik. Czas, zasadniczo zmienić pozycję,  koncentrując się na opisywaniu wydarzeń a nie na ich moderowaniu. Niestety, z tym będzie gorzej niż ze zmianami w łonie partii politycznych, do których choć wolno, przecież dociera potrzeba zmiany akcentów.

Społeczeństwo trapione mnogością politycznych odcieni, na własny sposób i odpowiedzialność,  kreuje klarowność sceny politycznej. Można się z tym nie zgadzać, ale wynik,  jak każdy demokratyczny wybór, należy uszanować.

Nigdy dotąd, sposobione zmiany, nie miały tak wielu admiratorów. Zapewne znajdą się i tacy, których spodziewane zmiany nie ucieszą, ci najczęściej chowają się za względami natury ekonomicznej i cywilizacyjnej ( co powiedzą Niemcy, Francuzi czy Unia ?). Dziwnym zrządzeniem, nie interesowało ich, w pierwszym rzędzie, co powiedzą Polacy, wytrwale znoszący konieczne a bolesne reformy gospodarcze i widzący i słyszący jak dalekie od oficjalnych wystąpień, są motywy i kwalifikacje rządzących.

Nie jest prostą czynnością,  służenie społeczeństwu. Ci, którzy upatrują w tym wyłącznie poprawę własnej pozycji i stanu majątkowego, szkodzą najbardziej nawet trafnym programom i codziennym działaniom. To jest oczywiste, choć wciąż potencjalne.

Polska stale przejmowała się opiniami zagranicy i bardzo dobrze, jesteśmy wszak w Unii. Natomiast brzydkim odruchem, nie nazwę to tradycją,  jest straszenie rodaków,  jak to  nasze wewnętrzne,  demokratyczne procedury zostaną przyjęte w krajach Europy i Świata. Wydarzenia historyczne a szczególnie wyjątkowo mocno osadzona w naszej polskiej świadomości rocznica Powstania Warszawskiego, wystarczająco silnie eksponują nasz związek z Europą i nasz narodowy interes.

O słabnącym entuzjazmie antysystemowców i konsekwentnym Pawle.

Media liczą skrupulatnie zwolenników „Powstania Kukizowego” co i rusz wieszcząc jego całkowitą klapę. Małe to, obślinione, zawistne w najgorszym emocjonalnie kształcie, ale nasze, polskie! O nie! Nie zgadzam się, tak być nie musi, ten samorzutny odruch społeczny nie zamieni się w słupki poparcia dla żebrzących  w przestrzeni niepamięci, karłowatych bytów politycznych.

Na szczęście, na górze jest przewidywalnie. Pojawili się co prawda w ilościach ogromnych płatni gloryfikatorzy, ze świeżym zapasem śliny, chyba to jednak  im nie pomoże!

Wracam do Pawła! W swoim czasie dosyć mu uszu natarłem, a on o dziwo lekko a nawet z wdziękiem pozbył się mierzwy, nic sobie nie robiąc ze słupków. Który inny polityczny aspirant zdobył, by się na taką pryncypialność.

I tak jak go obsiedli, nie pozostawiając złudzeń co do swych intencji, tak z hukiem odlecieli, kumając się z karłowatymi. Antysystemowcy,  systematycznie kołatający do wyśnionego raju (parlamentu) ! Klarowny do bólu,  test sparciałej ideologii!

Zrobiło się nieco bardziej merytorycznie a i tak nie na długo. Ciekaw jestem rozstrzygnięć na szczycie, myślę o spektakularnym pojedynku liderów, choć trochę, autentycznym. Prasa, także ta elektroniczna,szuka powalających argumentów. SKOKI im nie wyszły, nieco podrażniły ludzi, niczego czytelnie nie dowodząc

. A co z sympatyczną, sezonową Nowoczesną ? Nie zdołała się rozwinąć, doświadczając losu innych, półsezonowych bytów politycznych i już zniknęła. Która to już próba tzw elit gospodarczych, przeszwarcowania myśli oprawionych ekonomicznym sztafażem?

Szczęśliwie nie wylęgły się nam w Polsce ekstremizmy, nie zamierzam ich wymieniać literalnie, by nie zaśmiecić nimi pamięci rodaków.

Wracając do Pawła Kukiza wciąż symbolizującego zmęczenie mało przejrzystym i średnio wydajnym stylem zarządzania, spodziewam się jego realnego oddziaływania na kształt nawy państwowej.